Do pielęgniarki, która podobnie jak ja, jest introwertykiem

Kilka tygodni temu usłyszałam bardzo miłe słowa na temat mojej strony internetowej. Okazało się, że natrafiła na nią moja koleżanka z pracy. Blog wywołał pozytywne zdziwienie, bo nie oszukujmy się, tutaj rozpisuję się rozwlekle, a w pracy jestem przeciwieństwem swojej “piszącej osoby”.

Żadna ze mnie gaduła, jestem beznadziejna w tzw. small talku, do mistrza szybkiej riposty również mi daleko. Fakt.

Skąd wynika ten dysonans?

Otóż, powiem Wam, jestem introwertykiem.

Najprawdziwszym.

Jak to z introwertykami bywa, mistrzem komunikacji nie jestem. Czy mam z tym problem?

Czasem tak, ponieważ panuje powszechne przekonanie, że pielęgniarka powinna być osobą bardzo komunikatywną – w końcu pracuje z ludźmi, a wśród personelu medycznego więcej jest jednak osób mniej lub bardziej ekstrawertycznych.

Podziwiam swoje koleżanki za to, że potrafią odnaleźć się w każdej sytuacji, a w tych trudnych wiedzą, co powiedzieć, podczas gdy ja mam w głowie pustkę. Owszem, zajęcia z komunikacji są na wszystkich poziomach kształcenia.

/O, na przykład ostatnio na specjalizacji mieliśmy takie.

I tam, ta pani prowadząca powiedziała, że bardzo sprawdza się aktywne słuchanie. I ja sobie pomyślałam, że o dupę potłuc takie zasady (dzięki, babciu, Twoje powiedzonka zawsze przychodzą z pomocą, gdy nie umiem się wysłowić). Nie znoszę, kiedy ktoś mnie parafrazuje. Jeśli już decyduję się przed kimś otworzyć, to nie ma nic gorszego dla introwertyka od stwierdzenia typu “rozumiem, że jesteś wściekły”, “widzę, że się martwisz”. Na mnie działa to jak płachta na byka.

Mam ochotę powiedzieć – tak, k*^#a tak, jestem zajebiście wściekła, że cokolwiek Ci mówię, bo oprócz bezsensownego powtarzania moich słów innymi słowami nie jesteś w stanie nic konstruktywnego mi powiedzieć. Tak to z introwersami bywa.

Aż nie mam śmiałości wykorzystywać tego w pracy, bo kto wie, może trafię na drugiego introwertyka i on mnie wtedy zamorduje./

A teraz, wracając do tematu typu osobowości a zawodu i tego, czy introwertyk sprawdzi się w roli pielęgniarki…

Uwierz, że próbowałam się zmienić na lepsze, być fajna. W końcu taki mamy trend, aby wyrażać swoje życie z ekspresją. Zauważ, że największe sukcesy odnoszą osoby, które dużo mówią. Weźmy na przykład tych wszystkich coachów. Jeden coach swoim gadaniem potrafi porwać miliony.

Ekstrawertycy, w odróżnieniu od introwertyków, są lepiej postrzegani w pracy, w najbliższym otoczeniu. Introwertyk nie ukryje się pod osłoną gadulstwa. Często woli dać sobie spokój i odpuścić niż wdawać się w energiczną dyskusję. Jeśli jesteś Intro i masz pomysł to wiedz, że ta idea nie ma szans ujrzeć światła, bo zanim ją wypowiesz, wszyscy zmienią temat. Jak można przeczytać na Harvard Business Review Polsca, “introwertycy zazwyczaj uważnie wysłuchiwali twórczych pomysłów zasugerowanych przez innych i sprawiali, że osoby te czuły się cenione i zmotywowane do wykonywania swojej pracy. Ekstrawertycy z kolei czują się zagrożeni, gdy inni proponują im kreatywne pomysły, i są tym samym mniej skłonni do ich przyjęcia.”* Tak więc jeśli Twoja oddziałowa jest ekstrawertykiem, a Ty introwertykiem, najprawdopodobniej w starciu z nią masz zerowe szanse, nawet jeśli argumenty są mocne. No niestety, bycie introwersem oznacza, że Twoje nigdy nie będzie na wierzchu. Lepiej się z tym pogódź (ależ to pesymistycznie brzmi!).

Większość ludzi postrzega introwertyków jako osoby wycofane, nudne, nieśmiałe, trochę dziwne. A to nie jest tak. Introwertyk to nie żaden odludek. To osoba, która kieruje swoje myśli i uczucia do wewnątrz, w odróżnieniu od ekstrawertyka. To ktoś, kto ładuje swoją życiową baterię w samotności, co nie oznacza, że nie koleguje się z nikim. Po prostu ma wybrane bliskie osoby, przed którymi się otwiera.  Ekstrawertyk ma odwrotnie, czerpie energię z kontaktów z innymi – wszystkimi, którzy się akurat napatoczą.

Pielęgniarki, które są introwertykami, łatwiej się wypalają, jeśli odpowiednio o siebie nie zadbają. Oczywiście nie piszę tego na podstawie statystyk, nawet nie wiem, czy takie są. Bardziej z autopsji, bo ja tak mam. Nie oszukujmy się, w ciągu dyżuru dochodzi do mnóstwa interakcji z pacjentami i współpracownikami. O ile dla ekstrawertyka jest to paliwo, tak dla introwertyka zupełnie na odwrót – jego energia spada do wartości krytycznych.

Dziś podzielę się z Tobą kilkoma podpowiedziami, które są ważne dla wszystkich pielęgniarek z introwertyczną duszą. Jeśli jesteś introwertykiem, który pracuje w szpitalu, te pomysły będą dla Ciebie jak znalazł. A może instynktownie tak właśnie robisz?

Po pierwsze: bądź sobą zawsze i wszędzie

Nie udawaj ekstrawertyka. Nie musisz. Poza tym to cholernie męczące, wiesz?

Założę się, że robiłaś to od dziecka, aby zyskać sympatię. Wychodziło jeszcze gorzej, pamiętasz?

Na świecie jest miejsce dla wszystkich, zarówno dla tych, którzy uwielbiają znajdować się w centrum, jak i dla Ciebie pod ścianą. Czy gorzej stać pod ścianą? Nie, gdy otaczają Cię osoby, z którymi nadajesz na jednej fali. W gruncie rzeczy introwertycy są bardzo towarzyscy, jeśli okoliczności temu sprzyjają. To mit, że wolą samotność. Potrzebują jej, aby doładować baterie, ale nie jest tak, że cały czas chcą być sami. Bez przesady, to nie dziwacy. Nie mają fobii społecznej.

Jeśli czujesz się niekomfortowo, wyszukując tematy do rozmów i wtrącając swoje trzy grosze na siłę w dyskusji o niczym, odpuść.

Takie small talki w pracy są na porządku dziennym. Ja w takich momentach skupiam się na swoich zadaniach, bo zazwyczaj, jak już uda mi się powiedzieć cokolwiek, dyskusja obiera inny kierunek i nagle to co powiedziałam przestaje mieć sens. Co nie oznacza, że w ogóle z nikim nie rozmawiam. Wycofuję się jedynie z wieloosobowych dyskusji. O wiele łatwiej rozmawia mi się z 1 – 2 osobami. Łatwiej pozbierać myśli. Nigdy nie byłam dobra w tzw. burzach mózgu. Praca zespołowa jest jak najbardziej ok., ale tylko wtedy, gdy mam jasno wytyczone działania, czy to odgórnie czy przez siebie, i tego się trzymam. Introwertykowi trudno znaleźć miejsce w grupie, która funkcjonuje na zasadzie : wszyscy robią wszystko i do końca nie wiadomo, kto robi co i rację ma zawsze ten, kto krzyczy najgłośniej. 

Introwertyk, jeśli coś robi, najczęściej daje z siebie 100 procent, choć nie jest to może spektakularne, ponieważ pracuje w ciszy i skupieniu.  Jak to mówią, nikomu nie dogodzisz. Zawsze znajdą się osoby, które powiedzą, że jesteś jakaś taka czy inna, jak komu wygodniej. Najbardziej więc opłaca się być sobą.

Po drugie: znajdź taki obszar w pielęgniarstwie, w którym będziesz czuć się dobrze

Introwertycy czują się źle w miejscach, których specyfika narzuca dużo interakcji z ludźmi. Dużo twarzy, dużo głosów, wszystko szybko. Istna karuzela.

Kiedyś miałam taką pracę – kilka lat na oddziale neurologii i chwilę na onkologii.

Czułam się jak w oku jakiegoś cyklonu. Bardzo dużo pacjentów, a każdy z nich potrzebował mojej uwagi. Po południu dużo odwiedzających, którzy chcieli dopytać się o swojego bliskiego. Jeden wielki szum informacyjny. Starałam się sprostać każdemu małemu i dużemu problemowi, bo jak napisałam wyżej, introwertycy zazwyczaj dają z siebie 100 procent (pewnie trafi się tu oburzony ekstrawertyk – już wyjaśniam – moje stwierdzenie nie jest równoważne z tym, że ekstrawertyk daje z siebie mniej. Piszę tylko o introwertykach ze swojego punktu widzenia, bo sama nim jestem. ).

I wiesz, co się działo? Moja wewnętrzna bateria wyczerpywała się w niebywałym tempie.

Nie dlatego, że bolały mnie stopy. Nie dlatego, że ktoś był niemiły lub zawracał mi głowę, jak to często interpretują pacjenci i ich rodziny, gdy podchodzą do dyżurki, aby o coś poprosić albo coś zgłosić. To normalne, taka praca. Ale… niektóre oddziały wymagają wielozadaniowości, a to nie jest wpisane w naturę introwertyka. Może to w niektórych miejscach stanowić problem, ponieważ wielozadaniowość w pielęgniarstwie to bardzo pożądana umiejętność. Tymczasem, jeśli jesteś Intro, robienie 10 rzeczy jednocześnie to mordęga. Wszystko po kolei – oto moje motto.

Introwertyk pracuje bardzo skrupulatnie, lecz swoje zadania potrzebuje wykonywać po kolei. Skończy jedną czynność, zaczyna drugą, co nie oznacza, że nie potrafi ustalić priorytetów rzeczy, które ma w danym momencie wykonać i tego mylić nie można. 

Dlatego…

… pewnego dnia trafiłam do pracy w anestezji. Okazało się, że jako introwertyk, właśnie tam czuję się najlepiej. Mam możliwość skupienia się tylko nad jednym pacjentem. Bardzo cenię sobie kontakt 1:1. Wiem, że jeśli dam z siebie 100 procent, to każdy jeden procencik trafi do tego jednego pacjenta. Przy 30-tu pacjentach, mimo najszczerszej chęci, tak się nie da, nawet gdy na dyżurze jest kilka pielęgniarek. Podobnie jest na Intensywnej Terapii, mimo że tutaj na jedną pielęgniarkę przypada dwóch pacjentów. Owszem – czasem dzieje się bardzo dużo i żałuję, że nie mam kilku par rąk więcej, ale wszystko, co robię, dotyczy konkretnego pacjenta od A do Z. Ustalam priorytety i działam. Myślę, że odczuwam coś na kształt satysfakcji zawodowej, a kiedy wychodzę z pracy, moja bateria nie jest wyczerpana do zera, jak jeszcze kilka lat temu.

Po trzecie: trzeba wyznaczyć sobie czas na introwertyczny slow down

Trochę jak po biegu na bieżni.

Przychodzi moment, kiedy klikasz w magiczną opcję, bieżnia stopniowo zwalnia, a Ty się wyciszasz. Dla mnie takim slow down jest samotność. Cenię sobie czas, kiedy jestem sama w domu. Nie włączam telewizji. Krzątam się, ogarniam mieszkanie. Te kilka godzin daje mi energetycznego kopa. Żaden ekstrawertyk nigdy tego nie zrozumie. Dla niektórych to dziwne, że czasem muszę odciąć się od wszelkich bodźców, aby odpocząć.

Czasem idę pobiegać. Fizyczne zmęczenie mnie doładowuje. Podobnie jak jazda na rowerze. Kiedy zaczyna się sezon, tak właśnie dojeżdżam do pracy. W jedną stronę mam 15 km. Mam taki swój slow down przed i po dyżurze i z ręką na sercu muszę powiedzieć, że wtedy właśnie odpoczywam, bo na tym rowerze jestem sam na sam ze swoimi myślami.

Czasem jest tak, że w jednym czasie nagromadzi się tych dyżurów sporo, a w międzyczasie muszę gdzieś jeździć, coś załatwić. Wtedy nie mogę sobie pozwolić na slow down, na to, aby pobyć sama ze sobą. Czuję się wtedy, delikatnie ujmując, przeorana.

 

Po czwarte: uwierz w siebie – introwertycy mają tyle samo zalet, co ekstrawertycy. Zacznij je w końcu wykorzystywać

Talent do słuchania to zdecydowanie mocna strona. Ludzie lubią introwertyków, bo mogą się wygadać. To nie tylko znakomici słuchacze, ale w związku z tym, że częściej “żyją wewnętrznie” niż w realu, zostali obdarzeni niesamowitą intuicją i dosłownie czytają w myślach, dzięki czemu w pracy są w stanie wyjść na przeciw potrzebom i problemom pacjentów.

Poza tym introwertyk charakteryzuje się skrupulatnością. Wszystko, co ma zrobić, najczęściej wcześniej sobie przemyśli (o ile ma czas, oczywiście), znajdzie dobre i złe strony, rozwiązanie. Co prawda jego siła przebicia w grupie jest niewielka (patrz punkt 1), ale jeśli ma na to szansę, potrafi się wykazać.

Ogromną zaletą jest też uważność, a wszystko to dzięki temu, że musi mieć wszystko poukładane, aby działać. W świecie introwertyka nie ma miejsca na chaos. Wszystko ma być tak, jak należy (według niego). Ta przenikliwość i analizowanie pozwala zobaczyć więcej, choć rozkładanie czyichś problemów na czynniki pierwsze bywa irytujące, gdy chodzi o towarzyską sferę życia, a ta druga osoba chce usłyszeć zwyczajne “będzie dobrze” i to wszystko. Niestety introwertycy tak mają. Nie leją wody (no chyba że czasem na blogu :-D). Nie tracą czasu na ojajanie. Dla introwersa problem = szukanie rozwiązania, a nie paplanie o tym, jak bardzo jest smutno. Kiedyś nawet napisałam o tym, jak to jest być przyjaciółką pielęgniarki. Można przeczytać tutaj – 7 rzeczy, na które musisz się przygotować, jeśli Twoja najlepsza przyjaciółka jest pielęgniarką. Oczywiście czytać z przymrużeniem oka. 🙂

Po piąte: bądź zawsze przygotowana na to, co się da

Introwertycy lubią mieć wszystko zaplanowane. Teraz pewnie myślisz: serio?! A odkąd da się cokolwiek zaplanować na dyżurze? Wcześniej czy później nadejdzie godzina, w której wydarzy się coś niespodziewanego.

To prawda, tak jest.

Dlatego zawsze staram się być przygotowana na każdą ewentualność. Zanim gdzieś zadzwonię, układam w głowie, co powiem, ponieważ telefoniczna rozmowa z nieznajomą osobą jest dla mnie trudna. Introwertyk najpierw myśli, później mówi, a przez telefon wiadomo, jak to wygląda.

Kiedy zaczynałam pracę w anestezji, była jedna rzecz, której się obawiałam.

Było to “cięcie na jodynę” czyli szybkie cięcie cesarskie na ratunek życia mamy lub dziecka.

Obawiałam się tego, ponieważ nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, a jak wiadomo trzeba wtedy działać szybko, często dobiec na trakt porodowy z innej, odległej części szpitala.

W związku z tym ułożyłam sobie w głowie plan działania, od czego zacznę, gdy wbiegnę na salę operacyjną i co będę po kolei robić np. że najpierw wbiegnę, prawą ręką odsłonię serwetę na tacy intubacyjnej i jednocześnie złapię leżącą tam maseczkę, której użyje anestezjolog. Zanim połączę ją z rurami od aparatu do znieczulenia, włączę monitor, szybko nabiorę podstawowe leki, zamontuję “ramkę”.

Wymyśliłam cały scenariusz krok po kroku, aby w tym momencie nie działać chaotycznie. Do dziś z niego korzystam. Podobnie jest z innymi rzeczami, które wykonuję.

Mam w głowie całe mnóstwo takich scenek, bo czuję się wtedy przygotowana na wszystko.

Introwertycy tak właśnie lubią. Czują się niekomfortowo bez planu. W szybko zmieniających się okolicznościach, to jedyne, czego mogą się trzymać. Jeśli też obmyślasz sobie w głowie takie scenki, nie martw się, nie jesteś sama.

 

No… to chyba na tyle, jeśli chodzi o mój introwertyczny poradnik przetrwania w każdych warunkach. A Ty, jaką pielęgniarką jesteś? Introwertyczną czy ekstrawertyczną? Tak naprawdę to jest bardzo dużo osób, które na tej osi stoją gdzieś po środku. Czasem są bardziej ekstrawertykami, a czasem introwertykami. Jeśli nie masz pojęcia, do której grupy należysz, to najpewniej jesteś ambiwertykiem czyli szczęściarzem.

 

*źródło cytatu: https://www.hbrp.pl/b/w-jaki-sposob-introwertycy-moga-zostac-lepszymi-innowatorami/47xwM0tr

 

Udostępnij

Kontakt

ladythings@wp.pl

Pielęgniarstwo z dużą nutą lifestyle i szczyptą macierzyństwa. To moja opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama przedszkolaka, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.

Jestem Ania. Mam 31 lat. Trafiłam na pielęgniarstwo przypadkiem, zostałam z premedytacją. Kocham Tatry, szydełkowanie i dobre książki. Mocna kawa to moje must have. Na co dzień biegam w anestezji, a po pracy w adidasach. Jak schudnę 20 kg, wystartuję w półmaratonie. Czyli pewnie nigdy.