Dzień babci

Byłaś domem, najlepszym jaki mnie spotkał.

Bułką z mlekiem i z cukrem na śniadanie, zupą koperkową i plackami ziemniaczanym.
Rozłożystą, oplatającą mnie spódnicą, gdy w telewizji leciało łyżwiarstwo figurowe. Ciepłem z białego, kaflowego pieca i zapachem węgla;
łaciatego ciasta. Grą pozorów, że nie widzisz, gdy z latarką czytałam pod kołdrą, choć zbliżała się północ. Wykrochmaloną pościelą w drobne kwiatki.

Płakałaś tylko raz, gdy myślałaś, że bawię się i nie patrzę. Powiedziałaś, że to nic, że mi się wydawało. Już wiedziałaś, że włosów będzie coraz mniej, a pocztą przyjdzie siwa peruka.
Zaczęłaś robić na drutach ku uciesze lalek, choć nigdy wcześniej tego nie robiłaś, a im nigdy nie było w niczym tak ładnie, jak w twoich włóczkowych sukienkach.
Pierwsze Święta w domu. Mała, migocząca choinka przy twoim łóżku w szpitalu. Wiele takich było w szpitalnych oknach, gdy szliśmy podzielić się z tobą opłatkiem. Niektóre dopiero się zapalały, inne gasły. W kolejnym roku już nie było tam twojej malutkiej choinki. Była w domu, ale nie było już ciebie.
Przy pożegnaniu byłaś uśmiechnięta i wyglądałaś jak we śnie. Powiedzieli, że musiałaś zobaczyć coś ładnego na koniec, stad ten lekki uśmiech. Wtedy jeszcze wydawało mi się, że cuda się zdarzają i w kaplicy modliłam się, żebyś otworzyła oczy. Przysięgałam bogu chyba wszystko, byle mnie wysłuchał. Pierwszy raz w życiu poczułam się tak oszukana, bo nic się nie zmieniło. Został dom pełen twoich rzeczy i żal dziecięcy;
standardowa tabliczka. Czarny napis na szarym tle, który zamyka w sobie mnie i ciebie na wieczność. Pustka – tym większa, im bardziej cię w mojej codzienności nie było.
***
Wszystkim babciom i dziadkom życzę wszystkiego najlepszego.
Udostępnij

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ladythings.pl

ladythings@wp.pl

Pielęgniarstwo z dużą nutą lifestyle i szczyptą macierzyństwa. To moja opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama przedszkolaka, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.

Jestem Ania. Mam 31 lat. Trafiłam na pielęgniarstwo przypadkiem, zostałam z premedytacją. Kocham Tatry, szydełkowanie i dobre książki. Mocna kawa to moje must have. Na co dzień biegam w anestezji, a po pracy w adidasach. Jak schudnę 20 kg, wystartuję w półmaratonie. Czyli pewnie nigdy.