Karolcia. Witaj, Karolciu!

Są takie książki, które kupujemy dzieciom, ale tak skrycie to troszkę sobie. Macie podobnie? Tak właśnie było z Karolcią. Tak, chodzi o tę dobrze znaną dziewczynkę z niebieskim koralikiem.

Od kilku miesięcy rozszerzam biblioteczkę córki o pozycje, w których częścią dominującą nie są ilustracje, a treść, czego skutkiem ubocznym jest to, że codziennie budzę się z chrypką. Jeszcze kilka takich książek, a pewnego dnia stanę przed lustrem w łazience i zaśpiewam summertime nie gorzej niż Janis Joplin.

Książek dla dzieci jest bardzo dużo. Trudno się w tym odnaleźć, dlatego na pierwszy ogień wybrałam klasykę. Co może być lepszego od książek, które niezmiennie od kilku dekad kochane są przez wszystkie dzieci, a przez dorosłych wspominane z łezką w oku?

 

Karolcia ma osiem lat i właśnie przeprowadza się z rodzicami i ciotką Agatą do nowego mieszkania. W trakcie przeprowadzki wygrzebuje między deskami podłogowymi prześliczny, niebieski koralik, który posiada magiczne właściwości. Od tego momentu życie Karolci nabiera kolorów, dzieją się rzeczy niezwykłe, które rozumie tylko ona i Piotr – chłopiec, z którym nawiązuje przyjaźń po przeprowadzce na nowe osiedle.

Rodzice Karolci są mocno zabiegani. Tata Janek pracuje w biurze, a mama Ania podobnie jak ja, jest pielęgniarką. W książce Marii Kruger zawsze właśnie wychodzi na dyżur lub z niego wraca. Moje dziecko szczególnie upodobało sobie momenty, w których występuje mama, a później zaśmiewało się, że to ja jestem w książce. W końcu, podobnie jak książkowa mama Karolci, wiecznie się spieszę, wychodzę i przychodzę, i cały rytm naszego domowego życia jest zależny od mojego grafiku dyżurów.

Jak się okazuje, posiadanie niebieskiego koralika to prawdziwe szczęście. Można sprowadzić na świat trochę dobra, a także mieć wiele, wiele niesamowitych przygód. Takich, że ciężko odmówić dziecku, które prosi o przeczytanie jeszcze jednego rozdziału, i jeszcze jednego, już ostatniego, a potem kolejnego, jeszcze bardziej ostatniego. Trudno oderwać się od czytania, gdy dzieci wpadają właśnie w tarapaty i zła Filomena chce odebrać im ich skarb. Filomena to czarny charakter książki, taki trochę straszny i jednocześnie trochę śmieszny. Jak każda porządna czarownica, posiada długi, spiczasty nos, nieco szponiaste dłonie i skrzeczący głos. Oprócz tego owiana jest tajemnicą, bowiem do końca nie wiadomo, czemu tak bardzo zależy jej na koraliku. Pewnie ze zwykłego chciejstwa.

Szukając książki o Karolci, miałam dylemat, którą wersję wybrać. Nasz egzemplarz znalazłam na Olx. Podobało mi się to, że zawiera obie części Karolci, bo jeśli ktoś był zakochany w niej w dzieciństwie jak ja, wie że jest jeszcze druga część, w której Karolcia znajduje niebieską kredkę. Na ten moment już nie ma go w sprzedaży. Można jedynie odkupić od kogoś innego. Wersja, którą posiadam, pochodzi z edycji jubileuszowej i ma swój własny numer, ponieważ wydano ich zaledwie 7000.

Ilustracje pozostawiono takie, jakie były ponad 50 lat temu, więc Karolcia wygląda tak, jak zapamiętałam z dzieciństwa. W nowym wydaniu zostały jednak pokolorowane, co wygląda całkiem ładnie, ale miejscami nie jest kompatybilne z treścią. Karolcia nosi w książce czerwony płaszczyk, a na rysunku jest bury. Narysowany niebieską kredką krokodyl był w książce błękitny, zaś na ilustracji jest zwyczajnie krokodylowy. Podobnie namalowany przez dzieci niebieski telefon, który stał się prawdziwy, na ilustracji jest szary, a w rzeczywistości niebieski. Oczywiście nie ma to większego znaczenia dla tej bajecznej opowieści, ale sokole oko mojego mola książkowego wypatrzyło ten dysonans.

Uważam, że Maria Kruger pisała niesamowitym językiem i pewnie dlatego jej książki tak szybko trafiają do serca. Jest niesamowicie naturalny. Co prawda znajdziemy w książce kilka słów i wyrażeń, które zostały wyparte przez współczesne odpowiedniki, ale trzeba pamiętać, że książka została napisana dawno, dawno temu. Niegdyś była lekturą w szkole podstawowej, dlatego nie byłam pewna, czy jest to książka dla 6-latka. Postawiłam zaryzykować, książki przecież się nie marnują. W razie gdyby okazała się za trudna albo za długa, można odłożyć na później. Nic takiego jednak się nie stało. Dziś odłożyłyśmy ją z żalem na półkę, owszem, ale przeczytaną, i to z zapartym tchem.

 

Karolcia. Witaj, Karolciu!

Maria Kruger

Wydawnictwo Siedmioróg

280 stron

 

 

Udostępnij

Ladythings.pl

ladythings@wp.pl

Pielęgniarstwo z dużą nutą lifestyle i szczyptą macierzyństwa. To moja opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama przedszkolaka, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.

Jestem Ania. Mam 31 lat. Trafiłam na pielęgniarstwo przypadkiem, zostałam z premedytacją. Kocham Tatry, szydełkowanie i dobre książki. Mocna kawa to moje must have. Na co dzień biegam w anestezji, a po pracy w adidasach. Jak schudnę 20 kg, wystartuję w półmaratonie. Czyli pewnie nigdy.