Niewiarygodna psia historia, która zdarzyła się naprawdę i nawet napisano o tym książkę

W listopadzie w naszym życiu pojawił się nowy członek rodziny. Decyzja nie była łatwa, dziesiątki pytań, rozważania wszystkich za i przeciw, ale w końcu stanęło na TAK… Nasz czworonożny przyjaciel Misiek, zwany sierściuchem, futrzakiem, czarną osóbką, generuje nieskończone pokłady radości, a jego czarne futerko ma magiczne właściwości. Wystarczy wygłaskać sierściucha i wszystkie smutki wnet znikają. Szybciej niż po kakao, a nawet budyniu czekoladowym.

Mogłabym napisać o tym cały esej, ale to nie na dziś. Teraz napiszę o książce, która nie należy do nowości, ale dopiero teraz wpadła mi w ręce. Dziecięce książki o psach to aktualnie u nas numer jeden z wiadomych względów. I sama nie wiem, czy to nie podchodzi już pod obsesję, ale co tam, nie mam nic przeciwko tego typu fiksacjom.

Książki o psach dla dzieci – numer 1 wśród naszych ulubionych lektur

Pamiętacie książkę o psie, który jeździł koleją? Ileż łez przy tym wylałam, ja i nie tylko ja. Baltic: pies, który płynął na krze na szczęście kończy się dobrze, ale podobnie wywołuje emocje, ponieważ ta historia zdarzyła się naprawdę i nawet pamiętam to z wiadomości. Co prawda wydawało mi się, że oglądałam to niedawno, a jednak nie, bo 10 lat temu…

Wyobraźcie sobie smutnego kundelka, którego jedyną przestrzenią życiową jest buda i kawałek podwórka, bardzo mały kawałek, bo później łańcuch napina się i piesek nie zrobi nawet pół kroku więcej. Otóż, Baltic (zanim jeszcze nazywał się Baltic) tak właśnie żył. Raz sypnęli do miski, raz nie. Buda była zimna i hulał w niej wiatr. Żyjąc tak, można stracić rachubę czasu. Kto wie, jak długo mieszkał na wsi zapomniany, zabiedzony, niewidoczny. Pewnej nocy na niebie zaczyna dziać się coś niepokojącego, a wręcz straszliwego. Błyski, grzmoty, strzelanie. Nowy rok. Przerażony piesek pędzi na oślep. Łańcuch się urywa i tym sposobem rozpoczyna się jego wędrówka.

Nie chcę spoilerować, więc nie będę opisywać przygód szarego kundelka, ale zdradzę, że ciąg wydarzeń z jego udziałem doprowadził do wielodniowego dryfowania Wisłą. Kawałek lodu, na którym leżał piesek, stał się jego wybawieniem i jednocześnie więzieniem. Jak wszyscy wiemy, Wisła kończy się w morzu, i aż tam się znalazł. Bez nadziei na ratunek. Wszyscy, którzy pamiętają o tym nieprawdopodobnym zdarzeniu, wiedzą że piesek został uratowany. Moja córka słuchała jak urzeczona i nie obyło się bez pokazania Baltica na youtube. Niestety cudem odratowanego pieska już nie ma, ale dożył sędziwego wieku – w cieple, w dobrobycie, u boku własnego człowieka.

Książka ma ok. 50 stron i moc kolorowych ilustracji. Jest podzielona na krótkie rozdziały. Czcionka ma standardową wielkość. Uwielbiamy książki Barbary Gawryluk, szczególnie te o psach (seria pies na medal jest super do samodzielnego czytania), ale i nie tylko, w naszej biblioteczne są też Mali bohaterowie o bohaterskich dzieciach. Autorka ma niesamowity dar słowa, który przemawia zarówno do dzieci, jak i do dorosłych, bo to wcale nie jest tak, że każdą dziecięcą książkę czyta się z przyjemnością. Styl pisania pani Gawryluk sprawia, że mogę brać napisane przez nią książki w ciemno i wiem, że się nie zawiedziemy i przeczytamy je z przyjemnością.

 

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Niewiarygodna psia historia, która zdarzyła się naprawdę i nawet napisano o tym książkę W listopadzie w naszym życiu pojawił się nowy członek rodziny. Decyzja nie była łatwa, dziesiątki pytań, rozważania wszystkich za i przeciw, ale w końcu stanęło na TAK… Nasz czworonożny przyjaciel Misiek, zwany sierściuchem, futrzakiem, czarną osóbką, generuje nieskończone pokłady radości, a jego czarne futerko ma magiczne właściwości. Wystarczy wygłaskać sierściucha i wszystkie smutki wnet znikają. Szybciej niż po kakao, a nawet budyniu czekoladowym. Mogłabym napisać o tym cały esej, ale to nie na dziś. Teraz napiszę o książce, która nie należy do nowości, ale dopiero teraz wpadła mi w ręce. Dziecięce książki o psach to aktualnie u nas numer jeden z wiadomych względów. I sama nie wiem, czy to nie podchodzi już pod obsesję, ale co tam, nie mam nic przeciwko tego typu fiksacjom. Pamiętacie książkę o psie, który jeździł koleją? Ileż łez przy tym wylałam, ja i nie tylko ja. Baltic: pies, który płynął na krze na szczęście kończy się dobrze, ale podobnie wywołuje emocje, ponieważ ta historia zdarzyła się naprawdę i nawet pamiętam to z wiadomości. Co prawda wydawało mi się, że oglądałam to niedawno, a jednak nie, bo 10 lat temu… Wyobraźcie sobie smutnego kundelka, którego jedyną przestrzenią życiową jest buda i kawałek podwórka, bardzo mały kawałek, bo później łańcuch napina się i piesek nie zrobi nawet pół kroku więcej. Otóż, Baltic (zanim jeszcze nazywał się Baltic) tak właśnie żył. Raz sypnęli do miski, raz nie. Buda była zimna i hulał w niej wiatr. Żyjąc tak, można stracić rachubę czasu. Kto wie, jak długo mieszkał na wsi zapomniany, zabiedzony, niewidoczny. Pewnej nocy na niebie zaczyna dziać się coś niepokojącego, a wręcz straszliwego. Błyski, grzmoty, strzelanie. Nowy rok. Przerażony piesek pędzi na oślep. Łańcuch się urywa i tym sposobem rozpoczyna się jego wędrówka. Cd. w komentarzu #ksiazkidladzieci #książkiopsach #barbaragawryluk #balticsea #czytamdziecku #czytambolubię #czytaniejestsexy #książka #pieskieżycie #pieseł #kochamswojegopsa #psy #kundelek #maliczytelnicy #dzieciczytają #literaturadziecięca

Post udostępniony przez Pielęgniarka_ma_dziś_wolne (@pielegniarka_ma_dzis_wolne)

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *