Pierwsze 30 dni na Intermittent fasting: moje efekty

O diecie IF (intermittent fasting) czytałam dawno temu. Nazywana jest też dietą 8-godzinną, okresowym postem, dietą 16/8, ale słowo dieta jest tu w zasadzie umowne, ponieważ IF to po prostu sposób żywienia. Tutaj nikt nie narzuca, co można jeść, a czego nie wolno. Jedyną zasadą, której trzeba się trzymać, to ramy czasowe.

Na IF jem i piję rzeczy z kaloriami tylko w wyznaczonym oknie żywieniowym, które trwa 8 godzin. Reszta doby, czyli 16 godzin, to czas postu, kiedy można pić jedynie wodę, czarną kawę i herbatę – oczywiście bez cukru/słodzika.

Moi znajomi mówią, że to brzmi strasznie, ponieważ 16 godzin wydaje się trwać bardzo długo. Tymczasem moje okienko zaczyna się o 13.30 a kończy o 21.30, więc połowę postu smacznie przesypiam.

IF siedziało w mojej głowie i siedziało, ale nie mogłam się przemóc z banalnego powodu – nie wyobrażałam sobie rozpocząć dzień bez kawy z mlekiem. To taki mój poranny rytuał, z którego musiałam zrezygnować – czarna kawa to już nie to samo. Myślę, że to najtrudniejsza rzecz w IF. Codziennie rano staczam tę samą walkę i ze smutkiem zapełniam kubek do pełna wodą z czajnika, nie pozostawiając w nim miejsca choćby na kapkę mleka. Oczywiście mogłabym swoje okienko zaczynać rano i kończyć po południu, ale szczerze mówiąc, nigdy nie jadłam śniadań i trudno byłoby się do tego zmusić. Dla dobra sprawy zrobiłabym i to, ale na szczęście nie ma takiej potrzeby.

Intermittent fasting to sposób żywienia, który wychodzi poza schematy. W końcu od zawsze trąbiono, że śniadanie to podstawa i najlepiej jeść często a mało, aby nie rozwalić sobie metabolizmu i oduczyć organizm dokładania na czarną godzinę tłuszczyku do oponki. Wszystko fajnie, ale są osoby oporne na takie standardowe diety. I właśnie ja tak mam.

IF to pierwsza dieta, na której chudnę. Do tej pory, jeśli udało mi się schudnąć, to tylko sportem, żadna dieta sama w sobie nie dawała efektów, a korzystałam już z Bebio, dwa razy z Vitalii i dwa razy “byłam” on-line u dietetyka i dostałam jadłospis, którego przestrzegałam. Kończyło się tak samo – chudłam 2 kg przez 2 miesiące, a potem koniec. Może nie poddawałabym się tak szybko, ale uważam, że te efekty były niewspółmierne do wysiłków i kosztów, ponieważ musiałam kupować dodatkowe produkty, które w połowie się marnowały, albo normalnie nie jem ich zbyt często. Dodatkowo miałam wrażenie, że non stop stoję w garach, ponieważ gotowałam dla siebie osobno (u mnie w domu nikomu nie przejdzie przez gardło dietetyczny obiad). Może to też trochę przez pracę zmianową, ponieważ przykładowo, kiedy miałam dzienny dyżur od 8.00 do 20.00, musiałam wieczorem szykować na kolejne dwa dni, a drugiego dnia byłam po nocnym dyżurze i zamiast położyć się w domu i odpocząć, wieczorem po 36 godzinach na nogach znów musiałam szykować na dwa dni. Kręciłam się do północy, zamiast wypocząć po/przed pracą, ponieważ oprócz przygotowywania fit posiłków mam też inne obowiązki. Tak naprawdę trudno było cokolwiek zaplanować, ponieważ różnie chodzę do tej pracy i każdy tydzień wygląda inaczej.

Na IF nie muszę się o to martwić. Jem wszystko, co jadłam do tej pory, tylko jem to w okienku żywieniowym. Kawę z mlekiem też piję, ale dopiero po południu. W okienku jem 3-4 posiłki, z czego jeden to koktajl na bazie banana i mleka roślinnego, ponieważ bardzo go lubię. Taki koktajl już kilka razy uratował mnie, gdy miałam dyżur i bardzo niewiele czasu, aby otworzyć pierwszym posiłkiem okienko. Operacja albo reanimacja przecież nie poczeka do 13.30, a w mojej pracy trudno cokolwiek przewidzieć i zaplanować. W takich sytuacjach wypijam szybciutko koktajl, a bardziej treściwy posiłek jem jako drugi. Do koktajlu dodaję nasiona chia, czasem podnoszę jego kaloryczność masłem orzechowym, bakaliami i miodem. Oprócz wprowadzenia koktajlu, zbyt wielu zmian do jadłospisu nie naniosłam. Od kilku lat nie używam cukru i tak też pozostało. Podobnie mam z pieczywem – jem zazwyczaj ciemne ok. 3x w tygodniu i są to max 2 kromki, więc nic w tym nie zmieniłam. Słodycze jem z umiarem.

W dni, kiedy utrzymanie IF byłoby niemożliwe, odpuszczam. Było tak choćby w “weselny weekend”, w którym ostatnio uczestniczyliśmy. Mądrzejdza o poprzednie doświadczenia, nie dostosowuję życia pod dietę. Robię dokładnie na odwrót – to dietę dopasowałam do siebie, swoich nawyków, trybu życia.

A teraz konkrety, bo na pewno jesteście ciekawi, czy takie restrykcje godzinowe w jedzeniu pomagają schudnąć.

Ile można realnie schudnąć na samym Intermittent Fasting?

W moim przypadku po 30 dniach na IF w protokole 16/8 udało mi się schudnąć 3,5 kg, a dziś jest 40 dzień i mam na minusie już 4,3 kg. Ten wpis powstał z lekkim opóźnieniem, niestety. Dla jednych dużo, dla innych mało. Dla mnie to duży sukces, bo wiem, że bardzo trudno mi zrzucić każdy kilogram, a teraz poszło podejrzanie łatwo. W zasadzie bez większych wyrzeczeń. Ludzie łączą czasem IF z dietą Keto albo Low Carb. Ja tego nie robię, za dużo kombinacji. 

Oprócz chudnięcia IF przyniosło mi kilka innych korzyści. Przede wszystkim piję więcej wody, szczególnie w okresie postu. Za to kawy piję mniej, ponieważ czarna już tak mi nie smakuje. Lepiej śpię, szybciej się wysypiam. Mam jakiś dodatkowy cel i czuję się ogólnie lżej. Jak to mówią, nie mów hop, póki nie przeskoczysz, ale wydaje mi się, że nawet jak już schudnę, zaprzyjaźnię się z IF na wieki, może tylko z lekkimi modyfikacjami. Jeśli ktoś ma ochotę śledzić moją walkę, zapraszam na Insta, wpisy o IF są w wyróżnionych relacjach – klik, klik. A tutaj kiedyś pisałam o odchudzaniu i nawet wspomniałam o IF. Było to dawno, bo aż 3 lata temu.

Złote rady na temat odchudzania – my plus size słyszymy je kilka razy w tygodniu…

Udostępnij