W pandemii nie ma miejsca na pośpiech – kilka słów od pielęgniarki, która pracowała przy epidemii wirusa Ebola

Kiedy wybuchła pandemia Covid-19, natrafiłam na wspaniały tekst pielęgniarki, która pracowała w największym ognisku epidemii wirusa Ebola. Gorączka krwotoczna zebrała ogromne żniwo, śmiertelność przy zakażeniu wirusem Ebola jest duża. Średnio co druga osoba umarła. Pamiętam, gdy to się działo. Cieszyłam się, że mieszkam w Polsce, bo wydawało mi się, zresztą podobnie jak wielu innym ludziom, że to niemożliwe, aby taka epidemia dotarła aż do nas, było to dla mnie abstrakcyjne.

Nie dotarła, ale przecież nie jesteśmy otoczeni wirusobójczym murem. Nie jesteśmy wyjątkowi ani lepsi od innych. To było złudne poczucie bezpieczeństwa, bo wszystko działo się tak daleko. Podobno ludzie tak mają, i ja nie wyłamałam się z tego schematu, że tak do końca nie wierzą w to, aby miało przytrafić się im coś złego, bo złe rzeczy przytrafiają się zazwyczaj innym, tym bardziej dalszym i trochę mniej dalszym, ludziom z artykułów, z opowieści podsłuchanych w parku, z drugiego końca świata. Coś w tym jest, prawda? Podobnie było z koronawirusem.

Pamiętam jak dziś, że na samym początku pisałam o tym z przyjaciółką i mówiłam jej, że to niemożliwe, że będzie u nas drugie Bergamo. Zamknęli granice, od razu będą wychwytywać osoby z podejrzanymi objawami i wysyłać je na kwarantannę, aby wirus nie przenosił się dalej. Zduszą to w samym zarodku.

Potem już zmieniłam narrację, bo dotarło do mnie, że to się dzieje naprawdę. Nie jesteśmy ani trochę wyjątkowi. Nie mamy niewidzialnej tarczy, dzięki której nas to ominie. Może Bergamo nie ma, ale i tak nie jest dobrze.

Ten tekst pielęgniarki albo i pielęgniarza (serio, trudno mi to stwierdzić, bo czytałam różne wersje) dotyczy medyków, którzy pracują w warunkach epidemii. Miałam zamiar przetłumaczyć go słowo w słowo, ale ten angielski… ach, pokonał mnie. Moje języki obce zostały mocno nadgryzione zębem czasu, ponieważ zawiesiłam naukę dziesięć lat temu. Bardzo, ale to bardzo spodobało mi się przesłanie, i o tym chciałam właśnie napisać.

Tak sobie myślę, że może trudno przenieść tekst do polskich realiów, gdzie normy pracy są na bieżąco dostosowywane do zasobów, co widać na memie, który ostatnio wpadł mi w oko, gdy wertowałam tablicę Facebooka. Na rysunku pokazano wirusologów w solidnych skafandrach, a pod spodem napis: tak wirusolodzy ubierają się do pracy z koronawirusem, ale nie martw się, twoja maseczka z kwietnia też da radę.

Gdy brakowało maseczek, WHO ogłosiło, żeby ich nie nosić. Zmieniło zdanie, gdy nagle udało się je pozyskać. Gdy nie ma fartuchów barierowych, ludzie piszą, że u nich w najnowszych procedurach nagle zaczyna wystarczać sama fizelina. Długo by o tym pisać, ale głosy zewsząd wołają, że tak właśnie jest. I to jest moim zdaniem bardzo smutne, ponieważ w tym przypadku powinniśmy przewidywać trzy kroki naprzód. Tymczasem żyjemy tu i teraz, nie myśląc o jutrze. Aby o tym jutrze myśleć, trzeba wsłuchać się w to, co mówią ludzie, którzy pracowali w warunkach epidemii i czerpać z ich doświadczeń.

Otóż, po pierwsze w pandemii nie ma miejsca na pośpiech. To zdanie pada wielokrotnie. Widziałam różne próby przetłumaczenia, ale dla mnie największy sens tego stwierdzenia oddaje słowo pośpiech. Kiedy ktoś bardzo się spieszy, popełnia błędy lub pomija istotne elementy. Można robić coś sprawnie i szybko, ale nie może być w tym chaotycznego pośpiechu.

Autorka pisze jasno – jeśli nie masz odpowiednich środków ochrony osobistej (PPE), nie wchodź. Bez względu na wszystko. W pandemii nie ma miejsca na pośpiech.

Jako pracownik ochrony zdrowia jesteś mnożnikiem siły, zwiększającym szansę na zwalczenie epidemii. Twoje umiejętności i doświadczenia są nieocenione przy wkraczaniu w ten kryzys. Zetkniesz się z bardzo trudnymi momentami. Będziesz musiał postawić swoje bezpieczeństwo na pierwszym miejscu.

Pielęgniarka ma na myśli konkretnie środki ochrony osobistej (tutaj PPE). Trzeba poświęcić czas, aby zabezpieczyć siebie przed zakażeniem, niezależnie od sytuacji. To jest krok, którego absolutnie nikomu nie wolno pominąć. Czas na to musi się znaleźć i koniec.

Jeśli jesteś pielęgniarką lub lekarzem na oddziale intensywnej opieki medycznej i ulegniesz zakażeniu, nie tylko wypadniesz na kilka tygodni (lub umrzesz), ale być może zastąpią Cię ludzie bez twojej wiedzy specjalistycznej. Pozostali współpracownicy będą pracować ponad siły, częściej popełniać błędy i chorować. Wtedy przestajesz być mnożnikiem siły, a wręcz przeciwnie, zaczynasz korzystać z zasobów opieki zdrowotnej.

Wchodząc możesz uratować pacjenta, a może nie. Ale nie uratujesz nikogo,  kiedy sam znajdziesz się w szpitalnym łóżku podłączony do respiratora.

Ludzie umrą. Nie stań się jednym z nich.

Dalej możemy przeczytać:

Podczas epidemii wirusa Ebola ludzie umierali. Ale w żadnym momencie nie wpadliśmy do środka bez niczego, zajęło nam 10 minut, aby założyć PPE z naszym obserwatorem. Gdybyśmy nie mieli odpowiednich środków ochrony osobistej, NIE weszlibyśmy.

W pandemii nie ma miejsca na pośpiech.

Według pielęgniarki nie ma żadnego usprawiedliwienia dla medyka, który w porywie chwili wchodzi na “zakażoną” salę bez odpowiedniego ubioru, który go chroni. Nieważne, czy ta osoba ma NZK, jest postrzelona, traci przytomność. Niezależnie od tego, co się dzieje, w pierwszej kolejności trzeba ubrać się w środki ochrony osobistej.

Jednocześnie zaznacza, że nie zrobienie niczego może być najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek ktoś będzie musiał zrobić w swoim życiu. Wielu medyków mówi: nigdy bym tego nie zrobił. “Nie byłbym w stanie powstrzymać się przed wbieganiem i ratowaniem mojego pacjenta.”

Pielęgniarki i lekarze z Liberii powiedzieli to samo, a wielu zbiegło się, by im pomóc, mówiąc: środki ochrony indywidualnej są nieważne. Moi pacjenci mnie potrzebują.

Bardzo piękna idea, ale te osoby zostały zarażone, zainfekowały innych. I oni umarli. Po tym nikomu nie pomogli.

Pielęgniarka apeluje, abyśmy nie zapomnieli o śmierci setek pracowników ochrony zdrowia.

W pandemii nie ma miejsca na pośpiech. Najpierw trzeba zadbać o swoje bezpieczeństwo, aby za chwilę nie stanąć po drugiej stronie drzwi. Można ratować dopiero po nałożeniu środków ochrony osobistej. Dobra pielęgniarka to zdrowa pielęgniarka. Dbając o własne bezpieczeństwo poprzez stosowanie środków ochrony osobistej i zasad reżimu sanitarnego, dbamy o bezpieczeństwo innych pacjentów, współpracowników, naszych bliskich i o bezpieczeństwo wszystkich tych osób, z którymi mamy kontakt.

Na dole wrzucam link do oryginalnego tekstu. Naprawdę warto przeczytać.

 

 

 

Comments from a former Ebola nurse: There is no emergency in a pandemic.If you do not have proper PPE, do not go in….

Opublikowany przez Hannah Joy Piątek, 20 marca 2020

Udostępnij