5 rzeczy, które warto powiedzieć, kiedy twoja córka rozpoczyna szkolną przygodę

Parę dni temu zaprowadziłam córkę na rozpoczęcie roku szkolnego. Widziałam jej tremę i oczy pełne obaw przed nieznanym, mimo że przyjęła całą sytuację bardzo pozytywnie. Wspomnienia odżyły, bo pamiętam, kiedy 1-szy września był moim dniem.

Pamiętam wszystkie szczegóły – ubranie mojej mamy i kolor jej szminki, wychowawczynię kompletującą moją klasę, pierwszą ustawkę w pary. Drugi dzień też pamiętam – swoją bluzkę we wzorki i dziecięcy wisior, który dostałam po powrocie do domu. Przezroczyste serce na czerwonym sznurku, wypełnione pływającym, brokatowym żelem – ostatni krzyk mody lat 90–tych.

Następne dni też pamiętam. Dalej – miesiące, lata również… czy fajne, nie wiem. Na pewno pouczające i hartujące, choć sama wybrałabym sobie inaczej.

Naprawdę nie mam pojęcia, co jest z tą pamięcią, że nagle ni stąd, ni zowąd pojawiają się obrazy wypełnione drobiazgami. Czasem śmieję się, że jestem takim dziwnym kolekcjonerem. Mam w głowie wielkie archiwum. Zbiór chwil przypiętych do korkowej tablicy. Tkwią tam jak kolorowe motyle, przedziurawione pinezkami. Piękne i smutne. Już nieżywe, ale wciąż w kolorze. Można je podziwiać, wyobrażać sobie jak kiedyś pięknie latały, ale nie można dotykać, bo się rozpadną.

Usłyszałam od męża, że byłoby fajnie cofnąć się w czasie i z całą tą mądrością, którą nabyliśmy z wiekiem, zacząć wszystko jeszcze raz. Mieć 7 lat i pójść do szkoły z tym wszystkim, co wiemy dziś i przeżyć ją na nowo. Inaczej, może lepiej.

Pomyślałam sobie, że jest wiele rzeczy, których nigdy nie usłyszałam, a powinnam. To dziesiątki słów, które nie padły, gdy były mi potrzebne. Czasem myślę, że niektórych z nich wciąż potrzebuję i choć jestem już bardzo dorosła, noszę w sobie duży ułamek małej siebie.

Patrzyłam na swoje dziecko, jak podąża w białej bluzeczce i czarnej spódnicy, aby zająć miejsce na sali gimnastycznej. Chciałabym jej to wszystko powiedzieć, ale moja mała duża córka teraz nie ma czasu na moje rady. Może później, może za tydzień, może za miesiąc, może dopiero wtedy, gdy zetknie się z taką sytuacją, powiem jej to, czego nauczyły mnie lata w szkolnych murach, nie rzadko okupione łzami.

Na samym początku powiem: bądź dzielna i odważna

Strach sam w sobie nie jest zły. Każdy ma do niego prawo. Są jednak takie sytuacje, w których strach nie może stanąć na drodze do reakcji. Nie zrobienie niczego czasem jest nie zrobieniem niczego, a czasem działaniem, które może mieć tragiczne skutki. Reaguj na przemoc i nietolerancję. Zawsze.

Poproś o pomoc dorosłą osobę, jeśli zauważysz niepokojące zjawisko. Nie bądź obojętna na krzywdę innych osób.

Wiem, że dorośli także bywają różni. Niektórzy w takich momentach odwracają wzrok, znałam takich nauczycieli, ale nie wszyscy, pamiętaj. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże przerwać kaskadę szyderstw, wyśmiewania, poniżania i przemocy, ale musi o tym wiedzieć.

Mów NIE, kiedy ktoś oczekuje od Ciebie, że zrobisz coś, co nie jest zgodne z Twoimi przekonaniami i czujesz, że jest to coś złego

To jest asertywność. Warto ją trenować od najmłodszych lat, bo w życiu dorosłym trzeba używać jej niemal codziennie.

Pamiętaj, nie musisz robić tego, co wszyscy – tym bardziej, jeśli jest to złe. Nie rób niczego wbrew sobie tylko po to, aby uszczęśliwić innych lub zostać zaakceptowanym w grupie. Większość tych osób za kilka lat zniknie z Twojego życia. Zostaną Ci, którzy lubili Cię naprawdę.

Ucz się na błędach

Jeśli ktoś tego nie robi, ma w życiu bardzo ciężko. Znam kilka takich osób, niektóre są mi bliskie. Potrafią wpakować się w jedno bagno kilka razy z rzędu. Nie wyciągają wniosków. Nie są w stanie zmienić swojego życia ani odrobiny, mimo że nie mają lekko.

Umiejętność wyciągania wniosków z tego, co nam się przytrafia, jest bardzo cenna. Porażki nie są fajne. Na pewno przeżyjesz nie jedno rozczarowanie, bo tak już jest, ale skoro jest, wyciągaj z tego naukę na przyszłość i wprowadź zmiany.

Nie musisz być najlepsza ze wszystkiego

Najważniejszy jest pomysł na siebie. Bez niego nawet najlepsze oceny tracą na wartości.

Patrząc długoterminowo, nie jest istotne, na jaką ocenę napiszesz klasówkę z końca szarej listy nielubianych przedmiotów. Nie musisz brać udziału w wyścigu szczurów. To naprawdę nie ma znaczenia, do jakiego liceum pójdziesz i które ma miejsce w rankingu. Za kilka lat nawet nie będziesz o tym pamiętać, bo uczyć się można w każdej z tych szkół. Ocena to jedno, a to, co z tego przyswoisz na zawsze, to drugie.

Ucz się dla siebie, a nie dla oceny, nie dla mnie, nie dla paska. Ucz się dla siebie ze świadomością, że te rzeczy mogą kiedyś uratować Ci tyłek, naprowadzić na rozwiązanie, kiedy znajdziesz się w trudnym momencie życia.

Ucz się czegoś ze wszystkiego i wszystkiego o czymś

Szkoła jest po to, aby się uczyć, to bezdyskusyjne. Aby mieć pomysł na siebie, najpierw musisz poznać podstawy wszystkiego.

Jeśli jest jakaś dziedzina, która Cię interesuje szczególnie, warto iść za ciosem i wiedzieć z niej jak najwięcej. Nie ma lepszych i gorszych przedmiotów. Jeśli będziesz pasjonować się biologią – w porządku, matematyką – w porządku, polskim – w porządku, plastyką – też w porządku.

Ważne, aby było to coś, co sprawia Ci radość i satysfakcję. Mam nadzieję, że nikogo tym nie urażę, ale bardzo wierzę w to, że ludzie z pasją do tego, co robią, mają większe szanse stać się znakomitymi fachowcami niż ci bez bliżej określonych zainteresowań. Pasja to jest coś, co pcha nas do przodu, dodaje sił i pobudza kreatywność. To dzięki niej chcemy wiedzieć więcej i więcej, stając się specjalistą w swojej wybranej dziedzinie.

To 5 najważniejszych życiowych lekcji, która dała mi szkoła.

Nie jestem najlepsza w tworzeniu hasztagów. Robię to pierwszy raz, bo pomyślałam, ze może Ty też masz takich 5 rzeczy i chciałbyś/abyś o tym napisać – w komentarzu, na stronie, na IG, gdziekolwiek, a potem podzielić się tym, udostępniając z tym hasztagiem.

#my5lifelessons

 

Udostępnij