Nieporadnik: jak przechytrzyć małe diablątko i wyrwać 1 minutę tylko dla siebie – 10 sposobów

Zawsze brakowało ci czasu w łazience?

Potrzebujesz chwili skupienia?
Masz problem z wiecznie zimną kawą?
No to masz…
nawet do 30 minut dla siebie! 

W ŁAZIENCE
1. Szuflada do zabawy z rzeczami nie do zabawy.
Trochę niedorzeczne, ale jak kiedyś pisałam, zabawki plasują się na ostatnim miejscu rzeczy, którymi zajmują się małe diablątka. Otworzenie szuflady w łazience i ukazanie oczom diablęcia wspaniałości, które tam się kryją, pozwala mi wyrwać ze szponów macierzyństwa minutę dla siebie, ale tylko minutę oczywiście. W szufladzie nie ma zabawek, ale są rzeczy, z których nie da się niczego odgryźć ani nawet nadgryźć, wypić i wydłubać oka. To jest najniższa szuflada w komodzie, której wnętrze zostało skompletowane z myślą o wszechgrzebalstwie diablątka.
2. Rolka papieru toaletowego.
Nie ma lepszej zabawy od wydzierania kwadracików z papieru toaletowego. Takie kwadraciki można rozrzucać w łazience, wrzucić do wanny, a nawet przykleić do mokrej powierzchni. Oczywiście po pewnym czasie wszystko się nudzi, papier też i wtedy kwadraciki trafiają do buzi, ale zwykle po upływie naszej 1 minuty, a więc jest to świetny sposób na zdobycie 60-ciu sekund spokoju.
3. Puste opakowania po kosmetykach na brzegu wanny.
To jest to! Puste opakowania można wrzucać kolejno do wanny i obserwować jak wpadają w jej czeluść. Oprócz tego, dodatkowym atutem jest głośne bum przy każdorazowym upadku, a raczej wpadku. Można także udawać, że wylewa się zawartość do wanny lub w inne miejsce łazienki. Na naszej wannie, jako że nigdy nikt nie ma czasu ich wyrzucić, najbliżej brzegu stoją puste, plastikowe opakowania po szamponach i płynach pod prysznic, celowo ustawione w zasięgu ręki małego diablątka.
4. Na Złą Macochę i Kopciuszka.
Czysta ściereczka w dłoń i małe diablątko z zapałem wypucuje łazienkową podłogę. Nie miej wyrzutów sumienia z tego powodu. W końcu praca nobilituje, a kolejna minuta idzie na pulę czasu dla matki. Następnie warto dać przymierzyć dziecku swoje japonki, zaznaczając jak powinny leżeć na stopie. Tym oto sposobem metodą na Złą Macochę i Kopciuszka zyskujemy aż 2 minuty!
5. Akcja “Papuga dwudziesta druga”. 
Nawet najbardziej zajęte diablątko śledzi kątem oka każdy twój ruch. Warto to wykorzystać i zachęcić je do naśladowania. Okazuje się, że pędzelkiem do pudru można układać sobie włosy, a szczotką do włosów odpylać ubranie. Prawdziwe diablę z piekła rodem przejmuje chętnie wszystkie gadżety i gdy znudzi się naśladowaniem ciebie, znajdzie im nowe zastosowanie. Wpadają następne 2 minuty.
W KUCHNI
1. Garnki i miski.
Garnki są całkiem spoko. Nie dość, że fajnie hałasują – bam! bam! bam!, to jeszcze można wkładać jeden w drugi, a nawet umieszczać w nich inne przedmioty. Tak samo miski, które dodatkowo ulegają turlaniu, gdyż nie posiadają uszu. Wielkie miski dają +10 do dobrej zabawy, ponieważ można w nie wejść samemu i usiąść w środku albo postawić do góry dnem i wspiąć się na miskowy piedestał. Żadne diablątko nie pogardzi. Warto zaznaczyć, że im więcej garnków i misek oraz im bardziej różnorodne, tym więcej czasu zostaje dla matki diabełka: od 2 do 5 minut!
2. Wysokie fotele i krzesła ale tylko dla odważnych.
Każde diablątko ma w sobie wiele determinacji, aby zdobywać nowe, coraz wyższe szczyty, choć czasem może być to szczyt twojej wściekłości na sytuację (bo przecież nie wypada być wściekłym na własne dziecko – za to stemplują na czole “matka wyrodna”). Zdobycie szczytu fotela, na którym siedzią zwykle dorośli, wprowadza diablątko w wyśmienity nastrój. Zdobycie szczytu krzesła jest jeszcze większym osiągnięciem, ale zdobycie szczytu parapetu po wędrówce szczytami fotelowym, krzesłowym i stołowym to już szczyt wszystkiego! W każdym razie masz dla siebie kilka minut, albo i nie masz, jeśli jesteś matką taką jak ja, czyli matką helikopter, czyli nadpobudliwą i ciągle krążącą nad diablęciem. Opcjonalnie 3 minuty.
3. Nadrabianie prasówki.
Tutaj pole do popisu jest szerokie. Rasowe diablątko uwielbia gazety, z których można coś oderwać i schować na później. Gazety mają ciekawą konsystencję, z której można robić kulki, zaginać i rozdzierać. Dodatkowym plusem są efekty dźwiękowe, które trudne uzyskać z innych źródeł pozyskiwania codziennych atrakcji. Kolejne zastosowanie strzępków gazet jest przyklejanie się ich do bosej stopy. Gdy diablę próbuje się uwolnić masz 3 minuty dla siebie!
4. Przesuwanie magnesów.
Lodówka daje wiele możliwości, jeśli na jej drzwiach są magnesy, które małe diablątko może przesuwać i robić pierwsze eksperymenty fizyczne: czy magnes przyczepia się też do stołu? A może do podłogi się uda? A może do czoła? No co z tym magnesem, że nie chce się przyczepić do szafki kuchennej?! W tym przypadku na twoją pulę przechodzą jedynie 2 minuty, bo brak przyczepności magnesów do innych powierzchni niż lodówka wprowadza diablątko w stan ciężkiej irytacji. Szczególne niebezpieczeństwo: uważaj na efekt odwrotny do zamierzonego.
5. Zlecanie drobnych zadań. 
Czyli przynieś, podaj, pozamiataj. W każdym, nawet największym diablątku jest szczypta dobroci, przejawiającej się w chęci pomagania we wszystkim, co dzieje się wokół niego. Nagle okazuje się, że przenoszenie kubka po kawie ze stołu na szafkę, sortowanie i składanie ściereczek kuchennych i pojedyncze wrzucanie papierków do kubła na śmieci staje się jego drugim po brojeniu powołaniem. Metoda drobnych zadań daje nie tylko 60 sekund matkowolności, ale także +10 do nowych umiejętności diablątka.
*Przed wcieleniem nieporadnika w życie skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
 
Udostępnij

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ladythings.pl

ladythings@wp.pl

Pielęgniarstwo z dużą nutą lifestyle i szczyptą macierzyństwa. To moja opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama przedszkolaka, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.

Jestem Ania. Mam 31 lat. Trafiłam na pielęgniarstwo przypadkiem, zostałam z premedytacją. Kocham Tatry, szydełkowanie i dobre książki. Mocna kawa to moje must have. Na co dzień biegam w anestezji, a po pracy w adidasach. Jak schudnę 20 kg, wystartuję w półmaratonie. Czyli pewnie nigdy.