Zdrowie

Leczenie zeza u dziecka – druga operacja w dobie pandemii Covid

Rok temu stworzyłam wpis, jak wyglądało u nas leczenie zeza u dziecka. W Internecie można znaleźć sporo merytorycznych informacji, a ja nie chcę ich powielać, więc kolejny raz napiszę o wszystkim z perspektywy rodzica. Jeśli macie ochotę, możecie zajrzeć do poprzednich wpisów o leczeniu zeza u mojej córki. Wszystkie są podlinkowane w tym tekście na różowo.

Pandemia Covid nieco pokrzyżowała plany. Poradnia okulistyczna w CZD przestała funkcjonować na okres kilku miesięcy. W związku z tym przepadła nam wizyta kontrolna, na której miał paść decydujący werdykt, czy to już koniec leczenia zeza, czy jeszcze nie. W duchu wiedziałam, że ten drugi zabieg będzie potrzebny. Zoperowane oko nie uciekało, ale drugie nie przystosowało się do nowej sytuacji i niestety zezowało.

Jak tylko ruszyła poradnia, nowy termin został ustalony bardzo szybko i czas oczekiwania nie był specjalnie długi. Zapewne tak jak wszędzie, w poradni nastąpiła pandemiczna dezorganizacja. Okazało się, że tych wcześniej odwołanych wizyt nikt nie przestawiał na inny termin po ponownym uruchomieniu poradni okulistycznej. One po prostu przepadły, hokus pokus, znikły. Czekanie na jakikolwiek znak od nich nie miało sensu. Trochę telefonicznie, trochę mailowo zapisaliśmy dziecko od nowa.

Kontrola zeza po operacji i decyzja o kolejnym zabiegu

Na wstępie zaznaczę, że nie chodzi o kontrolę pooperacyjną, czy oko dobrze się goi. Tamta była oczywiście dawno za nami. Chodzi o tę następną dłuższy czas po wygojeniu. Decydującą, co dalej. Kontrola przebiegła jak zwykle czyli trzeba naszykować się na kilka godzin, ale na nas przestało to robić wrażenie. Okazało się, że potrzebna jest jeszcze jedna operacja, tak jak przeczuwałam w poprzednim wpisie. Jednak tym razem drugie oko, ponieważ to ono wizualnie uciekało. Termin operacji wyznaczono nam szybko, bo raptem już za kilka tygodni. Czas mijał… gnał jak szalony, galopował.

Obawiałam się zaległości w szkole, ale okazało się, że nauka będzie prowadzona w formie zdalnej, więc materiału przerabianego przez dzieci w czasie nieobecności córki ostatecznie nie było aż tak dużo do nadrobienia.

Niestety w tak zwanym międzyczasie okazało się, że mam Covid, a więc na córkę została nałożona długa kwarantanna, która trwała przez cały okres mojej izolacji plus standardowy okres kwarantanny. O ile dobrze pamiętam, było to ok. 20 dni w domu. Miałam stawić się z dzieckiem dzień przed operacją w celu wykonania testu na Covid nam obu, ponieważ w przypadku, gdy w szpitalu z dzieckiem przebywa rodzic, a zwykle tak jest, musi podobnie jako ono wykonać taki test. Zdecydowaliśmy, że to mój mąż pojedzie na test i będzie później z córką w szpitalu. Bałam się, że test wyjdzie mi pozytywny, ponieważ od zakończenia izolacji minęłoby raptem 10 dni, więc to całkiem możliwe, że w mojej szanownej nosogardzieli tkwi materiał genetyczny martwego wirusa.

Żeby nie było tak łatwo, ten dzień przed operacją był ostatnim dniem kwarantanny mojej córki. Na szczęście sprawdziliśmy to wcześniej i udało się załatwić przepustkę z sanepidu. Warto wiedzieć, że w wyjątkowych okolicznościach sanepid może wydać taką przepustkę, trzeba tylko złożyć wniosek w formie elektronicznej. Można to wydrukować ze strony sanepidu, uzupełnić, zeskanować i wysłać mailem. W naszym przypadku był to ostatni dzień kwarantanny, a córka nie miała żadnych objawów. Sanepid uznał, że leczenie zeza u dziecka, zwłaszcza że to operacja, na którą trochę się jednak czeka, to wystarczający powód skrócenia kwarantanny o jeden dzień. Okazało się, że w tym gąszczu procedur można znaleźć empatycznych i pomocnych ludzi.

Po teście wrócili do domu i z niepokojem czekali na wynik. Obydwoje negatywni. Hurra! Tego samego dnia wieczorem stawili się do szpitala, a ja… cóż, zostałam w domu. W czasach pandemii jako rodzic bez testu nie miałam możliwości, aby wymienić męża choćby na jeden dzień. Pobyt w szpitalu w przypadku operacji zeza u dziecka trwa krótko, a teraz dodatkowo go skrócili: od niedzieli po południu do wtorku.

Leczenie zeza u dziecka: rekonwalescencja i zalecenia

Tym razem oko goiło się dłużej niż poprzednio i bolało mocniej. Wtedy leki przeciwbólowe nie były potrzebne w domu, a teraz już tak.

Zalecenia praktycznie nie różniły się od tych po poprzedniej operacji i nawet o nich pisałam, więc pozwolę sobie zalinkować wpis, w którym umieściłam informacje, na co musi nastawić się rodzić po operacji zeza u dziecka. Z przestrzeganiem niektórych było nieco łatwiej, ponieważ 8-latek rozumie już więcej niż przedszkolak, a z niektórymi trudniej, bo powoli zaczyna się buntować.

Na zewnątrz piękna pogoda, przez okno słyszałyśmy radosne zabawy dzieci z osiedla. Moja córka musiała siedzieć w domu, aby nie narażać zoperowanego oka na zakażenie. Poza tym aktywność typu bieganie, skakanie, jazda na hulajnodze jest zakazana w pierwszych tygodniach po zabiegu. Myślę, że to było dla niej najgorsze, ponieważ to żywe srebro, które nie usiedzi na czterech literach. Łącznie opuściła ok. tydzień zdalnych lekcji. Na początku widziała niewyraźnie, a w pierwszych dniach podwójnie. Bardzo nas to zaniepokoiło, więc dodatkowo dzwoniliśmy do CZD, aby o to dopytać. Uzyskaliśmy informację, że podwójne widzenie po operacji zeza może wystąpić, ale zazwyczaj trwa krótko i wszystko powinno wrócić do normy. Tak też było. Kilka dni po zabiegu podwójne widzenie przeszło. Najwidoczniej mózg musiał przyzwyczaić się do nowego odbioru obrazu. Niemniej jednak takie coś zawsze trzeba od razu skonsultować z okulistą. Zwłaszcza że po pierwszej operacji nie mieliśmy takich perypetii.

Dziś minęło już kilka miesięcy po zabiegu, a przed nami następna kontrola, na której dowiemy się, czy to już koniec tej drogi, którego niecierpliwie wypatrujemy.

Udostępnij