Prawdziwy powód, dla którego moja córka chce zostać pielęgniarką

Córeczko,

Jeszcze trochę, jeszcze trochę zimy, jeszcze 2 miesiące i będziesz mieć 6 lat. Jesteś taka mała, a zarazem już duża, samodzielna i mądra.

Gdy tylko nauczyłaś się mówić pełnymi zdaniami, ogłosiłaś że w przyszłości zostaniesz pielęgniarką. Tak jak ja (Kiedyś będę taka jak Ty, mamusiu – klik). Od tamtego czasu niestrudzenie bandażujesz łapki swoich misiów, robisz zastrzyki lalkom, mierzysz im temperaturę i okrywasz kocykami, aby szybciej wyzdrowiały. Wiesz, że skaleczenie trzeba zabezpieczyć plastrem. Jesteś taka mała i tak dużo już wiesz.

Nie ma nic, co bardziej napawałoby rodzica dumą niż to, że dziecko chce być takie jak on, mimo oczywistej świadomości kruchości dziecięcych postanowień.

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma w tym nic odkrywczego i niezwykłego. Każde dziecko przechodzi przez podobny etap, a jednak postanowiłam podzielić się tym ze światem i z Tobą.

Piszę to, ponieważ kilka dni temu poznałam ten prawdziwy powód, dla którego Ty także chcesz zostać pielęgniarką, córeczko

Okazało się, że Twoje wielkie plany są podyktowane czymś innym niż zwyczajnym naśladowaniem rodzica.

Wybierając pielęgniarstwo wiedziałam, że czekają mnie różne wyrzeczenia. Ta praca po prostu taka jest. A jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jeśli będę mieć Ciebie, moje wyrzeczenia będą też Twoimi.

Jesteś taka mała, a zarazem tak dużo już rozumiesz, gdy mówię, że dziś jestem po nocnym dyżurze i nie mam siły z Tobą rysować. Zadowalasz się alternatywą. Samotną zabawą. A później, gdy wiosna stuka do drzwi, wiesz że nie w każdą niedzielę mogę pójść z Tobą na plac zabaw. W Wigilię, gdy w trakcie uroczystej kolacji wychodziłam do pracy, powiedziałaś mi “kocham Cię, mamo, pa”, a później dodałaś, że jak zostaniesz pielęgniarką, będziesz mogła w końcu chodzić do pracy razem ze mną. Być tam ze mną w Sylwestra, Święta, Majówkę.

Dlatego właśnie chcesz być pielęgniarką, aby wyrwać mnie dla siebie trochę więcej.

Nie czekać do późnego wieczora, aż przyczołgam się po dziennej zmianie do domu. Zdążyć zobaczyć mnie rano w te dni, kiedy wychodzisz z tatą do przedszkola, a mój nocny dyżur potrwa jeszcze godzinę. Wiesz, że nie będę mogła obejrzeć każdego Twojego popołudniowego przedstawienia, a gdy będziesz starsza, nie każdego 1 września odprowadzę Cię do szkoły. Nie w każdego Sylwestra zobaczymy sztuczne ognie.

I znowu idziesz do pracy! – Na szczęście nadąsana mina szybko zmieniła się w uśmiech, a jednak tak mi przykro, gdy widzę to chwilowe rozczarowanie. Wiesz, że zawsze będziesz dla mnie najważniejsza, ale będąc w pracy, często nie mogę do Ciebie zadzwonić, a czasem nawet przez kilka godzin o Tobie pomyśleć, bo są sytuacje, które wymagają ode mnie bycia tu i teraz, stania na twardym gruncie bez odbiegania myślami w stronę życia osobistego. Wiesz dobrze, że wtedy muszę poświęcić sto procent uwagi dla kogoś, kogo nawet nie znam, ale może czeka na niego w domu taka mała dziewczynka jak Ty.

Przepraszam za to, że nie zawsze jestem w stanie wynagrodzić Ci czas, w którym powinnaś mnie mieć całą tylko dla siebie, a zamiast tego otrzymujesz małą cząstkę i nawet nie mogę, ani nie chcę opowiedzieć Ci dlaczego, bo to rzeczy, które muszę zachować tylko dla siebie. Ta praca po prostu już taka jest. 

Zdarza się, że długo czekasz na dzień, w którym nadrobimy te moje wszystkie nieobecności w Twoim życiu. To ten dzień, kiedy nie jestem “po”, ani nawet “przed”. Dzień wyrwany z kontekstu zwyczajnego miesiąca. Takich jest zawsze za mało, niezależnie od tego, ile by ich nie było, zostaje niedosyt i tęsknota, bo ten czas, nasz wspólny, mija tak szybko, a potem muszą wystarczyć zdjęcia, które wysyłacie mi z tatą messengerem. Krótkie smsy z dzień dobry i dobranoc.

Przepraszam za te wszystkie momenty, kiedy będę w pracy, gdy powinnam Cię pocieszyć. Za te dni, kiedy ktoś inny zaopiekuje się Tobą, gdy będzie bolało Cię gardło i złapiesz katar. Za wieczory, kiedy nie ja czytam Ci bajkę i za puste miejsce na mojej połowie łóżka, gdy obudzi Cię koszmar. Tyle rzeczy robię z opóźnieniem i rzadko kiedy jestem na czas akurat wtedy, gdy tego najbardziej potrzebujesz.

Przepraszam, choć i tak najczęściej mówisz mi “to nic, mamo, kolejnym razem, jutro, pojutrze”. Jesteś taka dojrzała jak na swój wiek i coraz więcej rozumiesz. Akceptujesz nasze życie takim, jakie jest i tylko raz na jakiś czas pytasz, czy w szpitalu pacjentów jest dużo, i czy pracują tam inne pielęgniarki, czy często robię zastrzyki, i czy ten jeden raz może mogłabym zostać z Tobą. Wiesz, że tam, gdzie idę, jestem tak samo potrzebna i zobaczymy się dopiero następnego dnia. A ten dzień, cóż, kolejny raz minie w oka mgnieniu.

Nasze życie to ciągłe czekanie na siebie, łapanie w międzyczasie, docieranie na miejsce w ostatniej chwili, spóźnienia. Dlatego uważam, że jak wszystkie dzieci pielęgniarek, jesteś absolutnie wyjątkowa, cierpliwa i wyrozumiała.

 

 

 

Udostępnij